To była pierwsza, ale już teraz wiem, żena pewno nie ostatnia oferta typu last minute, z której skorzystałem. Przez zimę i wiosnę nawet nie zastanawiałem się nad jakimikolwiek wyjazdami dłuższymi niż służbowe, trwające co najwyżej dwa dni, które w całości ubiegały na stresującym dopinaniu spraw na ostatni guzik. Spodziewałem się, że podobnie będzie wyglądało również moje lato. Bardzo starałem się na stanowisku młodszego menedżera w nowej firmie, piastując odpowiedzialne i bardzo wymagające stanowisko, które przynosiło sporo satysfakcji, lecz było związane z poświęcaniem dużej ilości czasu i energii. Coś za coś, jak mówią niektórzy. Przyszło lato, w gazetach pojawiły się reklamy przedstawiające okazyjne wyjazdy typu last minute. Ale też nie pomyślałbym o nich, właściwie pewnie nie zwróciłbym na nie zupełnie uwagi, gdyby szef nie przydzielił mi kilku dni wolnego jako uhonorowanie podpisania przeze mnie intratnego kontraktu z ważnym kontrahentem. Nagle miałem tydzień wolnego, który mogłem przeznaczyć na dowolne cele. Wybór był prosty, a był nim wyjazd do jakiegoś spokojnego, najlepiej odizolowanego zakątka świata. Od razu sięgnąłem po gazetę, w której widziałem wcześniej oferty last minute.